baner_top


The "School Time"
To jest dla mnie fajne!

„To jest fajna droga dla mnie”
– wywiad z Panem Andrzejem Plichtą oraz uczniami V LO, którzy w tym roku byli uczestnikami spotkania na Górze Krzyża.

Niektórym z Was, od razu po przeczytaniu tytułu, może się wydać, że to nudny wywiad, że to mnie nie dotyczy.
Nie brałem/ nie brałam udziału w takim spotkaniu i brać w nim udziału nie zamierzam.
A może warto?
Może właśnie uczestnictwo w Eucharystii na Górze Krzyża pozwoli poznać Ci samego siebie, zbliży Cię do Pana Boga?
Nie rezygnuj od razu.

Czym jest i jaki ma charakter spotkanie na Górze Krzyża?

Pan prof. Andrzej Plichta - Tradycja spotkań na Górze Krzyża właściwie rozpoczęła się od 2000 roku.
Jest to najwyższe wzniesienie w naszej diecezji – ogromna góra która ma prawie 300 metrów.
Młodzi ludzie, z tamtych okolic, postanowili na tym wzniesieniu postawić krzyż, na pamiątkę dwóch tysięcy lat chrześcijaństwa. Chcieli udokumentować to przed dwadzieścia metrów potężnego krzyża.
I to właśnie ten krzyż, zaczął przyciągać tam, młodych ludzi.
Dwa razy do roku młodzież z całej diecezji (ale nie tylko młodzież, ludzie starsi również) zbierają się pod tym krzyżem, tam w międzyczasie też zrobiono podwyższenie, gdzie można sprawować Eucharystię, ustawiono trochę pozbijanych bali, co daje prowizoryczne ławki, ale generalnie jest tam las, trawa, piasek i w tym miejscu młodzi ludzie spotykają się z Chrystusem.
Czemu? To trzeba by zapytać tych młodych ludzi.

Jaka jest Wasza rola – młodych ludzi - w tym spotkaniu, jakie przynosi rezultaty?

Katarzyna Kostera - Moja rola w spotkaniu? Hm.. Myślę, że taka jak
i innych czyli najważniejsza, bo bez nas nie powstałyby w ogóle takie spotkania, nie istniałyby. My je tworzymy chociażby w takim celu by nawiązać nowe znajomości, zbliżyć się do siebie a przede wszystkim do Jezusa.

Małgorzata Klimczuk - Moja rola w spotkaniu? Wydaje mi się, że byłam jedną z reprezentantów młodzieży. Rezultat – satysfakcja, że z bolącym kolanem weszłam na tą górę. Było to z mojej strony pewnego rodzaju "poświęcenie", radość, że mogłam spędzić ten czas w takim gronie, że mogłam jednocześnie uczestniczyć w tak ważnej chwili.

Adrian Lis - Moja rola w spotkaniu była taka sama jak myślę większości, a może i wszystkich zebranych: zbliżyć się do Pana Boga. Była to okazja do spędzenia niedzieli w inny sposób niż zazwyczaj. Na świeżym powietrzu modliliśmy się, słuchaliśmy Słowa Bożego, śpiewaliśmy i chwaliliśmy Pana. Czuć było obecność Bożą. Polecam wszystkim chrześcijanom, a także niewierzącym tego typu spotkania. Jest to dobry sposób na oderwanie się od codziennych problemów. Czasami warto jest zatrzymać się i zastanowić nad sensem naszego zabieganego życia, o które tak często nie dbamy. Rezultaty? Na pewno umocniła się moja wiara i nadzieja, poznałem nowe osoby i miło spędziłem czas.

Bogumiła Goleszyńska - Poznajemy nowym ludzi, jedziemy tam by sie wyciszyć, pomodlić, pogłębiamy naszą wiedzę, zwiększamy swoja grupę przyjaciół.

Justyna Dopierała - Moją rolą w tym spotkaniu jest pogłębianie relacji z Bogiem oraz poznawanie nowych ludzi. 
Rezultaty są tego takie, że ten czas spędziliśmy razem i wszyscy mogliśmy pogłębić swoją wiarę.

Jakie efekty według Pana przynosi to spotkanie?

Pan prof. Andrzej Plichta – Młodzież potrzebuje spotykać się ze sobą, pośpiewać razem, pobyć razem, nawiązać różnego rodzaju znajomości. Młodzi ludzie tak naprawdę odkrywają siebie w sobie – to znaczy, przez takie ogólne spotkania, ludzie spotykają się też indywidualnie. Te spotkania mają charakter radosny, pokojowy.
Do zabezpieczenia tego spotkania nie potrzeba ani policji, ani żadnych służb.
Bywa tam więcej jak tysiąc młodych ludzi i nie widzieliśmy żadnego policjanta, nie widzieliśmy żadnych sytuacji, które byłyby jakimkolwiek zagrożeniem.
Co przynosi? Jest propozycją spędzania wolnego czasu, że można wybrać się gdzieś, można coś zobaczyć.
Spotkanie z ludźmi, prowadzi do spotkania z Bogiem. Czyli do zamyślenia, że to mi coś daje – że takich ludzi jak ja, takich młodych Goś, Kaś, jest więcej, okazuje się, że ja wcale nie jestem z innego świata, że przybyli tam ludzie przeróżni, z różnych stron, z różnych sytuacji materialnych i okazuje się, że mogą być razem i nikt nikomu nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, śmiejemy się, cieszymy się;  można mieć chore kolano i wyjść z domu, a następnie udać się gdzieś w drogę i być zadowolonym, bo pewnie można by siedzieć w domu i narzekać, że boli kolano – a tak? Przychodzi pewna refleksja. Wydaje mi się, że dla młodych ludzi najważniejsze jest to, że później zostają wspomnienia, że to jest też pewna baza do życia.
Dla mnie jako katechety to jest bardzo ważne, bo gdy ja z uczniami – młodymi ludźmi coś przeżyjemy, to już inaczej pracujemy na lekcji, bo my już coś przeszliśmy RAZEM. Gdzieś byliśmy razem, spędziliśmy trochę czasu wspólnie – nie w ławce, nie w klasie, tylko gdzieś na trawie, na karimacie, coś zjedliśmy (jakąś zupę, czy kawałek chleba). To tylko się wydaje, że to jest takie nieważne, wbrew pozorom to jest bardzo ważne – kto się z kim podzielił, kto gdzie siedział, jak to było – to są ważne rzeczy, one później gdzieś zostają, one nas też uczą pewnych zachowań z drugim człowiekiem. Mało tego, nabieram odwagi, że jestem normalna, że nie ma się czego wstydzić, że to jest wszystko okej, że to jest może fajna droga dla mnie.
Reasumując: takie spotkania młodych są pewnego rodzaju propozycją i my – dorośli – tak do tego podchodzimy, księża, katecheci, starsi ludzie, którzy w jakiś sposób pomagają tam młodzieży, żeby mogła się tak spotkać, przez organizację tego.
Cel jest prosty: integracja młodzieży przez miłość Boga i miłość bliźniego w scenerii pięknej przyrody.

Marta Duleba